„W obozie nie było podziału na szarże. Jadaliśmy i spaliśmy wszyscy razem, jak w pancernej rodzinie. Czuło się, iż czołgiści darzą zaufaniem frontowych dowódców. My w nie mniejszym stopniu ceniliśmy swoich pancerniaków. Łączyły nas przecież wspólne przeżycia i niezłomne dążenie przedarcia się do Anglii, do formujących się tam polskich oddziałów.
Od paru dni obiegały obóz pogłoski o mającej nastąpić potajemnej ewakuacji drogą morską na Gibraltar. Miano ponoć wynająć w tym celu niewielki stateczek, którym można by podpłynąć niemal pod sam brzeg, by dokonać załadunku ludzi. Pewnego wieczora otrzymaliśmy nawet rozkaz, aby podejść skrycie nad morze w rejonie Cassis. Pełni nadziei przycupnęliśmy w zaroślach opodal bezludnej plaży. Minęła noc, wyszło słońce, a statku ciągle nic było i cała akcja spaliła na panewce. Nie dano żadnych wyjaśnień, mieliśmy więc prawo sądzić, że ktoś sobie szpetnie z nas zakpił.
Wprawdzie los nie obdarował nas przychylną szansą, za to Francuzi obdarzyli demobilizacją. Dawali przy tym obłudnie do zrozumienia, że czynią to wyłącznie pod naciskiem Niemców. W naszym jednak odczuciu Francuzom również zależało, aby jak najszybciej przeistoczyć nas w zwykłych cywilów i przekazać we władanie organów administracji cywilnej. W ten bowiem prosty sposób dowództwo francuskie mogło za jednym zamachem pozbyć się niewygodnych już kombatantów i umyć ręce od wynikających stąd moralnych nawet zobowiązań. Warto więc było poświęcić pewną sumę franków i przeznaczyć ją na wypłatę jednorazowych odpraw demobilizacyjnych.“(2)
Typy |iluminacje świetlne |mazury hotele